Szliśmy w milczeniu, ulicami miasta. Dorgi świeciły pustkami, ale czego się spodziewać o tak późnej godzinie? Seto szedł z przodu, wgapiając się w wyświetlacz telefonu, a Neriel zaczęła słuchać muzyki. Zapowiadała się naprawdę długa i nudna droga. Rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Niedaleko przebiegł bury kot. Wyglądał na zabiedzonego i chorego. Zatrzymałam się, przyglądając zwierzęciu. Burasek łypną na mnie ciekawskim spojrzeniem i pobiegł do jakiejś uliczki. Seto i Neriel byli już daleko.
-Sama trafię do domu-mruknęłam do siebie, choć nie bardzo w to wierzyłam. Zacisnęłam pięści i pobiegłam za kotem. Uliczka okazała się ślepym zaułkiem więc łatwo znalazłam ,,uciekiniera".
-Dzień dobry maluszku. Chodź, zabiorę cie do domu-powiedziałam wyciągając ręce do przestraszonego zwierzaka. Nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam trzech gości. Jeden z nich trzymał rewolwer, a pozostali jakieś dziwne maczugi nabijane gwoździami. Zrobiłam naburmuszona minę. Oczywiście musiało się to przydarzyć mnie, bo świat przestałby istnieć gdybym miała trochę szczęścia
-Spokojnie Cheshire. Rozłożę ich-pocieszyłam małego zaciskając pięści...Tyle że nie bardzo mi to wyszło...
(Neriel? Seto? Oczywiście musiałam się wpakować w kłopoty)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.