poniedziałek, 1 grudnia 2014

Osamu do Ayato

Profil ◉ Statystyki ◉ Opowiadania

Osamu zaśmiał się pod nosem. Właśnie przed chwilą został wypędzony z treningu, ponieważ znowu rzucał po klasie liścikami o wątpliwej treści i śmiał jeszcze twierdzić, że to nie jego pismo. Jasne. Tutaj każdy już wiedział, że nikt nie bazgrze jak Osamu. W pewnym sensie to było mistrzostwo. Z drugiej strony może to i dobrze, że połowy słów nie udało im się odszyfrować, bo może uznaliby go za jeszcze większego dziwaka, niż uznawali do tej pory. To w ogóle możliwe?
Wracał więc sobie teraz spokojnie do domu, rzucając sprzątaczkom tajemnicze spojrzenia, kiedy nagle wpadł na niego jakiś typek i odskoczył jak oparzony. Ohayashi spojrzał na niego lekko zakłopotany.
- Sorka - powiedział cicho nieznajomy, spuszczając wzrok - nie zauważyłem ciebie. - mruknął. Blondyn zdobył się na najbardziej sympatyczny uśmiech, na jaki było go w tym momencie stać, wyszło jednak raczej coś w rodzaju grymasu.
- Łatwo zauważyć. - odparł, wsuwając ręce do kieszeni. - Pierwszoklasista? Zaspałeś na lekcje! - zaśmiał się radośnie. W oczach nieznajomego dostrzegł lekkie zakłopotanie, toteż zamilknął i pozwolił mu mówić.
- Ja szedłem właśnie na trening, więc... - przerwał. Osamu postawił krok do przodu, chwycił pierwszoklasistę za rękaw i poszedł dalej, ciągnąc go za sobą.
- Po co komu treningi? Wracamy do domu. - oznajmił krótko.
- Hej! Co ty... Co ty robisz?! - zaprotestował. Z łatwością wyrwał rękaw z ręki Ohayashiego, który nie zważając na to złapał go za drugi rękaw i uśmiechnął się niewinnie.
- Jako twój starszy kolega wiem, co mówię i próbuję cię właśnie uratować przed twoim największym błędem życiowym. Kiedyś, kiedy już zrozumiesz, to jeszcze mi podziękujesz. Nie ma za co. - uśmiechnął się jeszcze szerzej. To rzekłszy powtórzył sytuację sprzed chwili i ruszył do przodu, ciągnąc nowo poznanego za sobą.
Ayato Arihara. Tak, to musiał być on. Ostatnio przeglądał kartoteki, których wykradnięcie nocą prawie przypłacił życiem. Zdjęcie pasowało. To niewątpliwie Ayato. Spóźniony już pierwszego dnia, co? Osamu zaczął już się zastanawiać, w jaki ciekawy sposób mógłby wykorzystać tą informację i komu ją sprzedać.
- Czy mógłbyś mnie puścić..-!! - zaczął Arihara. Osamu posłusznie wykonał polecenie i niewinnie uniósł ręce do góry.
- Trzeba było tak od razu! Owszem, mógłbym, jeżeli pójdziesz za mną grzecznie. - Ayato właśnie miał coś powiedzieć, jednak blondyn go uprzedził. - Trening i tak niedługo się kończy. To sobie pospałeś! A teraz chodź. Chodź, choooodź, choooodź! - miauknął błagalnym tonem. Wyglądał trochę jak dziecko proszące o upragnionego lizaka.
- Nie wiem, czy... - znów nie dane mu było dokończyć.
- Cieszę się, że się zgadzasz! - Osamu podskoczył kilka razy na jednej nodze, po czym odwrócił się i wskazał palcem drzwi. - Tam. - oznajmił. - Zaprowadź mnie do swojego domu! Masz sok pomarańczowy? Masz, prawda? Ayatoooo-kuuun? - oczy zaświeciły mu się na samą myśl o tym wybitnym smaku.

<< Ayato? c: >>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.