Trzask. Drzwi zamknęły się, a ja odetchnęłam z ulgą. Chociaż dwadzieścia minut spokoju. Wyciągnęłam z szafy T-shirt i szare bojówki i poszłam do łazienki się przebrać. Nie mogłam przecież iść na misję w dżinsach. Zrobiłam kilka kanapek z szynką i włożyłam je do niedużego podręcznego plecaka. Z szafki wyciągnęłam też małą butelkę wody mineralnej, paczkę chusteczek, latarkę i apteczkę.
- Co by tu jeszcze... - mruczałam sama do siebie. Związałam włosy w warkocz, który był nieco wygodniejszy niż wysoki kucyk. - No tak! - przeraziłam się własną głupotą, gdy przypomniałam sobie, że wypadałoby jeszcze wziąć ze sobą jakąś broń. Kilka strzał. Łuk. Plecak. To chyba wszystko. Zarzuciłam kurtkę, wyszłam z domu i odetchnęłam rześkim, wieczornym powietrzem. Zauważyłam sylwetkę Soshitsu.
- Niezwykle punktualny. Dwadzieścia minut. Równiuteńko - bąknął pod nosem.
- No to ruszamy - w jednej chwili przeszła mi cała złość. Byłam chyba strasznie podekscytowana pierwszą misją. - No! Nie przejmuj się tak! Na pewno pójdzie nam doskonale! - rzuciłam w stronę towarzysza, a ten delikatnie się uśmiechnął. - Trzymaj chusteczki.
Takotsubo wyjął jedną i polizał ją. Dopiero po chwili wydmuchał w nią noc. No nic. Postanowiłam nie przejmować się jego zachowaniem.
Szliśmy niezbyt szybkim krokiem w stronę miasta. Droga była długa, a my nie mieliśmy ani czasu, ani żadnego środka transportu, ale postanowiliśmy nie marnować sił. Widać było, że Soshitsu bardzo niepokoił się misją. Co aż tak bardzo go trapiło?
- Ekhm... - odchrząknęłam. - Soshitsu? Wszystko w porządku?
<Sosu? Przepraszam, że tak krótko i marnie, obiecuję poprawę w przyszłym opo >_< >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.