piątek, 19 grudnia 2014

Iwis Orihara-Misja nr3-cz.1

 4 dzień szpiegowania
Dzisiejszego dnia miasto było niezwykle puste. Może to dlatego że bez przerwy padał deszcz za śniegiem? W taką pogodę każdy tylko marzy, aby owinąć się kołdrą i cały dzień jeść zupki chińskie, pączki i inne pyszności. A co ja robiłam? Od ponad 3 godzin siedziałam na złotym motorze obserwując gościa który nic nie robił. Na myśl o tym że niedługo będę musiała znaleść inny środek transportu, żeby się nie wydać chciało mi się płakać. Z furią naciągnęłam sobie puszystą czapkę na głowę i otuliłam czarną kurtką w której wyglądałam jak bałwan. W końcu cel wyszedł z małej kafejki i wsiadł do samochodu. Odczekałam chwilę i ruszyłam za nim. Nie trwało to długo ponieważ zatrzymał się obok banku parę metrów dalej. Z frustracją opadłam na kierownicę, jęcząc cicho. Wykorzystałam ten czas na znalezienie nowego pojazdu i ubrań. Zabrało mi to 5 minut, przy okazji nie spuszczając wzroku z postaci za szklanymi drzwiami. Przez 5 następnych godzin zdążył odwiedzić 2 kawiarnie, bank, restauracje, sklep z ubraniami, księgarnie, sklep zoologiczny i o zgrozo jubilera, gdzie musiałam sie powstrzymywać, żeby nie zacząć oglądać lśniących cudeniek, zamiast pilnować 25 letniego faceta.Kiedy słońce zaczęło chować sie za horyzontem z ulgą stwierdziłam że wraca do domu. Powoli ruszyłam na czarnym ścigaczu za pojazdem usiłując nie zwracać na siebie uwagi. Jeszcze z 2 dni i dam sobie spokój. Facet zachowuje sie całkiem normalnie i nie używał żadnych podejrzanych przedmiotów...No oprócz miotły. Jaki facet z własnej woli zamiata w całym domu?
***
Minute po tym jak podejrzany zaparkował, zostawiłam ścigacza i podeszłam do okna. Gościu zmierzał w stronę drzwi naprzeciwko okna. Otworzył je i zaczął schodzić stromymi stopniami w dół, aż w końcu zniknął mi z oczu. Bez wątpienia była to piwnica. Z wahaniem włamałam się do środka i zbiegłam po tych samych stopniach. Kiedy otworzyłam drzwi na dole zobaczyłam olbrzymie pomieszczenie pełne kufrów, pudełek i skrzyń. Z ciekawością podeszłam do jednego pakunku i uchyliłam wieko. W środku było pełno broni. Kiedy przyłożyłam dłoń do złocistego karabinu pokrył sie błękitną wstęgą, nie pozwalającą mi go dotknąć. Magiczna. Czyli podejrzany jest winny...
-Proszę, proszę. Nie spodziewałem się- usłyszałam za sobą głos. Miał rosyjski akcent i dziwną nutę groźby. Odwróciłam się i wyjęłam zza paska swój sztylet.
-Jest pan aresztowany-warknęłam wyjmując nóż i ostrożnie podchodząc
-Hahaha. Spróbuj mnie zmusić do poddania się!-krzyknął wyjmując rewolwer. Schyliłam się instynktownie, cudem unikając pocisku. Korzystając z okazji pobiegłam w stronę faceta, który zdążył juz odrzucić rewolwer i zapatrzeć się w miecz.
Po długiej wymianie ciosów nieznajomy wymierzył potężny cios z góry. Odskoczyłam i kopnęłam go w bok. Odleciał jakiś kawałek i zaśmiał się złowieszczo.
-Heh. Dobranoc skarbie-warkną, wyjmując z pudła strzelbę. Potem był ogłuszający huk i widziałam już tylko czerń...
                                                CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.