poniedziałek, 24 listopada 2014

Sos do Tiakołacza

- O rany! Już prawie piąta! - przypomniałem sobie nerwowo, gdy kątem oka ujrzałem zegar na ścianie w domu Tianko. - Moja popołudniowa herbata! - krzyknąłem jak oparzony i zacząłem przepychać się między futryną, a osobą właścicielki domu. - Przesuń się, - warknąłem lekko - muszę się napić gorącej herbaty! Gdzie kuchnia? - spytałem krążąc od pokoju do pokoju, właściwie nie czekając na odpowiedź. - Ćśś! - przerwałem gwałtownie poszukiwania i stanąłem jak wryty. - Sam znajdę. - dodałem szeptem, po czym ostrożnie przysunąłem się do ostatniego - niesprawdzonego jeszcze pomieszczenia. Delikatnie uchyliłem drzwi i uśmiechnąłem się z ulgą, a z lewego oka spłynęła mi łza. - Jest. To ona. - powoli wymamrotałem, po czym znów nadałem żywsze tempo akcji - Czajnik! Gdzie czajnik?! - złapałem za uchwyt i nalałem trochę wody z kranu, po czym nerwowo podpaliłem pod nim ogień. Naszykowałem kubek, wsypałem do niego cztery czubate łyżeczki czarnej herbaty i trzy cukru. Zalałem wodą. 16:59. 17:00. Uhhh Zdążyłem!
- Chcesz łyka? Nie? Świetnie, więcej dla mnie. - oznajmiłem, nie zwracając uwagi na reakcję Tianko, po czym zamoczyłem usta we wrzątku. - Tego mi było trzeba. Gorąca! Lubię takie!

<Tiankocz, myśl co dalyj, bo jo nwm>  c :

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.