niedziela, 18 stycznia 2015

Od Gemmei

http://fc07.deviantart.net/fs71/f/2013/004/4/3/alice_and_rabbit_render_by_bbernkastel-d5qfufm.pngJak to najczęściej bywa w zimowe noce, za oknem prószył śnieżek. Delikatne płatki białego puchu padały na ziemię o wpół do drugiej, by zlepić się z innymi i dla wszelakiego podłoża stworzyć miękką kołderkę. Nagie drzewa poruszały rytmicznie gałązkami w takt tchnienia wiatru, jakby tańcząc do jego niemej melodii. Sęk w tym, co o tej godzinie szesnastoletnia Gemmei robiła siedząc na parapecie? Ano właśnie; popijała herbatkę o jakże odrzucającym zapachu. Nie wyglądała bowiem na normalną. Filiżanka niegdyś śnieżnobiała, teraz raczej żółto brunatna, mieściła w sobie szkarłatnoburą ciecz. Owszem, niebieskowłosa nazywała to herbatką, ale czy naprawdę był to takowy napój? Otóż nie. Kilka godzin temu przechadzały się po jej łóżku dwa szczury, przyznajmy, że były to spore stworzenia. Pomyślmy, co tak naprawdę mogło je spotkać. Pierwszą opcją jest oczywiście ucieczka, ale czy przez czujne oko dziewczyny coś mogło ukradkiem przemknąć? Drugą natomiast jest oczywiście chęć do stworzenia nowej herbatki dziewczyny. Co pewien czas mieszała dziwną posokę widelcem ze swego kapelusza, by ta całkowicie nie zgęstniała. Patrzyła przy tym w okno. Przecież na dworze było teraz tak ciekawie. Miała ochotę wyjść na zewnątrz, jednak nie miało to najmniejszego sensu w obecnej chwili. Czekała bowiem, aż Kwiecień raczy się obudzić.
- Do stu herbatek! Kwietniu, zbudź się. Przygotowałam herbatkę. Ta będzie nowa, zapisałam już nawet przepis i wstawiłam go do gablotki. Dlaczego nadal śpisz? Powinieneś jej spróbować, na pewno by ci posmakowała, głupolujku. - pełna emocji rzuciła schodząc z parapetu.
Przy swoim stoliczku do herbaty i ciasta na jednym krzesełku usadowiła pluszaka, a sama naprzeciw niego usiadła. Wlała w drugą filiżankę z imbryczka tej samej cieczy, a porcelankę przysunęła w stronę królika. Niewiarygodnym było to, że Kwiecień nagle uchylił swoje oczka i spoglądając jakby zaspany na dziewczynę wymamrotał krótkie; ''Poproszę sztuciec, Gemmei'', a w kolejności takowy od niej otrzymał. Co tu wiele mówić, zapowiadała się wspaniała posiadówka! Kwiecień ruchem łapki zamieszał swój napój i z uśmiechem jednym haustem wypił prawie ćwierć filiżanki. Kagune czekała na jego werdykt, przecież musiała poznać zdanie przyjaciela na temat nowego przepisu. Osobiście poprzedni wywar z kilku polnych żabek i myszki bardziej jej smakował, niemniej jednak i takim nie pogardziła.
- I co ty na to Kwietniu? Dobre prawda? Która jak na razie smakowała ci najbardziej? Ach, ja wiem! Z porannych motyli i oślego ucha, tak? Wiedziałam, głupolujku. Mnie przecież nie da się zmylić, zapomniałeś? - zadawała coraz więcej retorycznych pytań, może i to miała w nawyku. 
Biały pluszak skinał jedynie główką z uśmiechem. Jedynym defektem tego zdarzenia było to, że pluszak tak naprawdę pozostawał w bezruchu oraz milczeniu, a filiżanka nadal była pełna posoki. Gemmei jednak dostrzegała coś innego, coś co zamknięte było w jej świecie, gdzie panowały jej zasady i prawa. Kiedy tylko cała rozmowa się zakończyła, a dziewczyna zrobiła się senna, umyła imbryczek, porcelankę, przysunęła krzesełka do stoliczka, a w kolejności razem z Kwietniem ułożyła się w łóżku do snu. Jeszcze jeden dzień miała mieć wolny, od poniedziałku zacząć się miała ciężką pracę w Shirokuro. Nie wiedziała jednak co to dokładnie znaczy, dla niebieskowłosej to tylko kolejna przygoda. Nie sądziła nawet, że poznać może osobę, która zamieni z nią kilka słów. Skąd niby miała to wiedzieć? Kiedy to oddała się w szpony snu, zamknęła się aż do rana w jeszcze bardziej zwariowanym świecie.
Po przebudzeniu dnia kolejnego, obdarzyła jak zwykle jaskrawym spojrzeniem wszystkie ściany oraz podłogę i sufit, jakby chcąc je tym samym przywitać. Kwiecień spał tuż obok niej, pochrapując. Dzisiaj miała wyjść z kwatery, by przejść się po całej placówce, ażeby zapoznać się z owym miejscem. W końcu to tutaj teraz miała żyć. Uradowana całym dobrze rozpoczętym dniem wstała i ubrała swoją niebieską sukienkę, uczesała włosy grzebykiem z kości słoniowej, po czym nałożyła na głowę swój kapelusz, w którego kieszonkach od środka ukryte były drobne szczegóły. Chwyciła ukochanego przyjaciela za łapkę i wyszła z mieszkanka. Wyglądała poniekąd jak dziewczynka, nieco podekscytowana, a zarazem zagubiona. Nie. Tak było. Skocznym krokiem pokonywała korytarze placówki podziwiając nawet ściany. Co chwilę opowiadała to to, to tamto Kwietniowi, a ten słuchając uważnie również się rozglądał. Z oddali dojrzała sylwetkę, która zaintrygowała ją bardziej ze wszystkich mijanych, więc dlaczego do niej nie podejść. Gemmei szybszym, aczkolwiek nadal skocznym krokiem dotarła do postaci i popukała ją w ramię swym paznokciem pomalowanym na jaskrawą zieleń. 

< Cóż, może ktoś chętny odpowie dziwnej Gemmei? Przepraszam za może jakiś brak sensu w opowiadaniu, niemniej jednak jak wymienione jest w dziele, pisane było późno. >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.