niedziela, 21 grudnia 2014

Sosu do Tiankołacza

- T-tak... - odparłem, nie umiejąc zapanować nad łkaniem. - Po prostu obawiam się tego co będzie po mojej śmierci. Rosemary będzie się czuła taka samotna... Mam prośbę, jeśli jednak okazało się, że ta misja będzie moja ostatnią, proszę, odwiedzaj ją, rozmawiaj, troszcz się, choć odrobinę.
Tianko zmierzyła mnie wzrokiem dokładnie. Zdawało mi się, że jej oczy chcą wykrzyczeć prosto w moją twarz to, co towarzyszka o mnie myśli. Wariat. Jednak najtrudniej jest oceniać kogoś po pozorach. Mnie - nieszczęśliwego chłopaka, który zmuszony jest do zostawienia miłości swojego życia, Tianko oceniała jako kogoś z poważną chorobą psychiczną - a przynajmniej tak mi się zdawało. Dopiero po chwili odezwała się do mnie, jednak z niepewnością:
- Do-dobrze. - po czym uśmiechnęła się i szybko wbiła wzrok w ziemię.
Szliśmy w milczeniu około 15 minut, kiedy wreszcie naszym oczom ukazał się nasz cel. Stary kościół, wybudowany w stylu gotyckim.
- Teraz musimy być ostrożni. Ostrożniejsi. - oznajmiłem, po czym zacząłem iść dziwacznym chodem, który miał nie wydawać żadnych odgłosów, jednak klamerki przy moich butach i tak wydawały charakterystyczny odgłos.

<Skazała musi zacząć nad sobą pracować, inaczej caukiem zamknie się w realnym świecie, co jak powszechnie wiadomo jest niedopuszczalne i zue. Skazała po długich męczarniach odpisała i nie jest z tego do końca dumna, albowiem owe opowiadanie jest krótkie i nie wnosi niczego nowego, tym bardziej ciekawego, jednakże Skazała postanawia poprawę... ament>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.