-O, w końcu sie obudziłaś. Ale gdzie moje maniery. Jestem Namago-ukłonił się sztywno
-A co mnie to. Wypuść mnie!!!
-Hahaha. Ostra. Niestety mam z toba plany
-Ja też
-Nie wiem czy wiesz, ale produkuje bronie magiczne. Mam parę nowych modeli które chcę przetestować- mrukną z uśmiechem i otworzył kraty. Chwycił mnie za ręce z żelaznym uściskiem. Szarpałam sie przez chwilę, ale potem wbił mi strzykawkę w szyję i była tylko czerń.
***
Obudziłam się w białym pomieszczeniu. Potarłam obolałą głowę i wstałam. Nic tylko biel. Nagle ktoś otworzył drzwi (serio? Nie wiedziałam że tu są drzwi) i do środka wszedł Namago.
-Witam. Wyspałaś sie?
-Jak cie dopadnę to ty się już nigdy nie obudzisz!-warknęłam, po czym zdałam sobie sprawę że mam związane ręce. Tylko ręce.
-Heh. Zabawne. No to na początku....Manta-uśmiechną sie wyjmując dość dużą spluwę. Kiedy strzelił przeskoczyłam ręce (takie fiku miku) i promień trafił w sznur, przepalając go. Potem rzuciłam sie na niego dając upust swojemu gniewowi(kto by pomyslał że dziewczyna może być aż tak brutalna?). Kiedy się uspokoiłam sprawdziłam jego puls.
-Żyjesz-uśmiechnęłam się z ulgą. Potem zostały już tylko formalności. Namagiego wrzucili do paki, a ja skończyłam z dziurą w boku i raną ciętą na głowie (skąd ona się wzięła?)
Koniec misji nr 3
(No to fajrant. Czekam na forse :D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.