czwartek, 21 maja 2015

Let the rain come down and wash away my tears



P O D S T A W O W E  D A N E
IMIĘ || Jean
NAZWISKO || Carstairs
PŁEĆ || Mężczyzna
WIEK || 19 lat
POCHODZENIE || Anglia
DATA URODZENIA || 06.03
ORIENTACJA || Aseksualny
+
Muzyka
Statystyki
  Jean jest jedną z tych person, które są, ale nikt o tym nie wie. Czasami sam personel placówki wyprowadza go z budynku, nie wierząc w jego przynależność do czarno-białych. Pechowi przypisuje to, iż w każdą sobotę przeżywa piekło, albowiem nauczyciel władania bronią zawsze uznaje go za nowego, każąc robić za swego rodzaju kukłę, na której pokazuje rozmaite ćwiczenia. Za język obcy wybrał hiszpański i aktualnie szczerze tego żałuje. Do dziś przemawia z angielskim akcentem, ludzie od dziecka zamieszkujący Japonię mają problem ze zrozumieniem chłopaka, gdy już zacznie swój monolog na temat noszenia swetrów. Rzadko kiedy samodzielnie trafia do własnego mieszkania, zazwyczaj posługuje się odpowiednią aplikacją w telefonie lub biega do sekretarki, by pokazała mu rozkład pomieszczeń w całym ośrodku. Żywi się podgrzewanymi zupkami, najbardziej gustuje w smaku pomidorowym. Zupełnie nieobeznany ze zwyczajami tutejszych, wyróżnia się wszystkim, gdy już wypełznie ze swojego mieszkanka i zacznie toczyć w stronę świeżego powietrza, odmiany po dniach spędzonych w duchocie, jaką zwie tlenem. Nikogo do siebie nie wpuszcza, by nie ujrzano porozwieszanych wszędzie zdjęć Marco, często robionych z ukrycia. Tak naprawdę zmienił jedynie nazwisko, Mar w żartach nazywał go Jeanem, a w celu uczczenia jego osoby takie imię sobie przypisał. Uprzednio zwano go bodajże Williamem, tylko na klasówkach był w stanie pokusić się o prawdziwie miano, toteż zupełnie o nim zapomniał.
ależność do czarno-białych. Pechowi przypisuje to, iż w każdą sobotę przeżywa piekło, albowiem nauczyciel władania bronią zawsze uznaje go za nowego, każąc robić za swego rodzaju kukłę, na której pokazuje rozmaite ćwiczenia. Za język obcy wybrał 
 Można go zastać czytającego książkę w prawie całkowitych ciemnościach, przy czym posługuje się
latarką, trzymając ją w zębach. Do tego nauszne słuchawki, z których płynie potwornie głośny rock,
pewnie Three Days Grace, skoro to jego ulubiony zespół. Czytuje wszystko, od mdłych romansideł po wybitną fantastykę. Cokolwiek, co jest w stanie oderwać go od rozmyślań. Stara się zająć własny czas możliwie jak najbardziej, działania chłopaka nie mają większego sensu, zachowuje się irracjonalnie i lekkomyślnie, byłby beznadziejnym partnerem. Pozbawiony zainteresowania cudzym życiem, zamknął się w swojej bańce i żyje z tym w zgodzie, o jaką nigdy by siebie nie podejrzewał. Niekoniecznie tolerancyjny, gdyby ktoś zechciał go poznać, za najpodlejszą wadę podałby niechęć do osób zainteresowanych osobami tej samej płci. Dostrzega ironię wszędzie, więc uczy się z nią żyć, śmiać się z własnych nieszczęść i do nich doprowadzać. W lipcu zeszłego roku zniszczył aparat, toteż zadowala się beznadziejnymi zdjęciami robionymi własnym telefonem. Wysyła wiadomości tekstowe, cały czas na ten sam numer, nawet gdy nie ma już funduszy, bo tak naprawdę nigdzie one nie dochodzą. Nikt już nigdy ich nie przeczyta. To chyba jedyna sytuacja, w której pozwala zawładnąć sobą nostalgii, nie ociera ze wstydem i wściekłością łez. Tym sposobem opisuje każdy dzień, zapamiętuje wszystko warte uwagi i kończy to powtórzonym setki razy słowem: tęsknię.
 Wychowany na człowieka spieszącego z pomocną dłonią, ujrzawszy czyjeś potknięcie, tymczasem dla własnego dobra mógłby sam upadek spowodować. W razie konieczności rozmowy albo ucieka, albo odpowiada warkliwie, zaczyna panikować, jakby posiadał jakąś odmianę agorafobii, co nie odbiega tak daleko od rzeczywistości. Nigdy się nie uśmiecha, natomiast często wykrzywia twarz w agonii. Prócz japońskiego i angielskiego w dobrym stopniu opanował język polski, pozostałość z dzieciństwa, gdy poszukiwał czegoś, czym mógłby zachwycić Marco.

 Jey tylko podczas dobrych dni może wydać się pociągający, a tutaj istotna jest kwestia, że takie nie występują. Pozbawiony uśmiechu i wesołych iskier w oczach wygląda smętnie i ponuro, czyli prawdziwie. Jasnobrązowe włosy zgolił po bokach, nosi się tak odkąd pamięta, chyba babka poleciła matce tak go ściąć. I miała rację, to chyba jedyny godny uwagi element. Pod ściągniętymi w wyrazie zirytowania brwiami znalazły miejsce złote ślepia, niżej niepozorny nos, a jeszcze niżej zwykłe usta, od dawna niewykorzystywane w innych celach, niż by siorbać wodę z barwnikiem. Nie ma paru zębów, wynika to z bójek, w jakich uczestniczył kiedyś. W wieku osiemnastu lat zrobił sobie tatuaż smoka na ramieniu, nawet nie zauważył dołączonego podpisu autora, który był przyczyną wielu powikłań. Siła wyższa, za jaką uznawał rodziców, zmusiła go do usunięcia dzieła i teraz ma tam ledwo widoczną bliznę. Tak łatwo nie poszło im z drugą dziarą, umieszczoną na piersi Jeana. Widnieje tam do dzisiaj, nieco wyblakła, ale nadal widoczna, czarno-biała stokrotka. Dosyć umięśniony, w szkolnych czasach grał w drużynie piłki ręcznej na pozycji rozgrywającego, ponadto dla zabawy pływał. Wraz z Marco parali się aktorstwem, więc nie ma szans, by cokolwiek wyczytać z jego twarzy. Posiada pełen arsenał blizn, chociażby na czole. W dzieciństwie coś mu odbiło i jął szarżować na kaloryfer, co poskutkowało rozcięciem skóry i powstaniem pokaźnego znamienia, skrywanego pod czupryną. Sięga do 187 centymetrów przy uniesieniu wiecznie spuszczonej głowy, waży jakieś 67 kilogramów i nosi buty w rozmiarze 43, gdyby ktoś zamierzał dokonać zakupu nowych w ramach nieobchodzonych urodzin.
 Kochany i zmarły dziadek ze strony matki nauczył go chyba jedynej pożytecznej rzeczy: jak władać bronią białą. W szczególności miłuje miecz jednosieczny, to chyba jedyna broń, jaką zdecydował przemycić do ośrodka nie zważając na polecenie, iż żadnych narzędzi tolerować tu nie zamierzają. Marco w żartach nazywał go Roronoa Zoro. Swoją drogą dopiero po dołączeniu do Shirokuro Jean zainteresował się One Piece, toteż znowu wypomniał sobie, jak wspaniale mogłoby ich życie wyglądać, gdyby. Gdyby. Dobrze walczy wręcz, pomimo chaotycznie uporządkowanych myśli, które skutkują równie lekkomyślnymi ruchami. Nie sposób ich przewidzieć, sam nie wie co takiego robi, na treningach często zbytnio się zapędza, wyładowuje nagromadzoną wściekłość na partnerze. Prawda jest taka, że gdyby ktokolwiek zdecydował się go poznać, nie byłby w stanie go za to obwiniać.


~C~iekawostki
» Zwalczył arachnofobię.
» Uwielbia musicale.
» Często nie rozumie pojedynczych słów, ale zazwyczaj następuje to dopiero wtedy, gdy ktoś posiada nadzwyczaj bogate słownictwo.
» Bywa, iż udaje turystę, unikając dyskusji.
» Gardzi ludźmi ślepo zakochanymi.
» Ma ewidentny talent do śpiewu, pewnie dlatego jego repertuar obejmował głównie musicale.
» Nienawidzi cebuli.
» W ciemnościach widuje różne istoty, czasami coś przemyka przez pokój. I choć wmawia sobie, że to nic takiego, to doskonale wie o tym, iż po prostu staje się szalony.

Z góry przepraszam za błędy, coś mi się kopsnęło i tekst stał się zupą dziwnych zdań. Bywa i tak.
49363056, Manat.
PS poproszę mieszkanko T-1, o ile można.

1 komentarz:

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.