wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Inoue do Soshitsu

Falka patrzyła zdziwiona na chłopaka. Czemu niby miałoby być jej zimno? Słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały... Jednym słowem, nadchodziła wiosna! A ten tu człowiek ubrany był, co najmniej jakby padał śnieg. Gruby płaszcz, ciepłe buty... I o zgrozo, szaliczek?! Inoue nie mogła tego zrozumieć. Zapewne nowo poznanemu uczniowi było gorąco...
- No co ty! Jest wiosna, czy ty przypadkiem w tych swoich ciuszkach się nie ugotujesz? - odparła lekko oburzona.
Ta rozmowa nie miała sensu. Ale widocznie ów białowłosy nie miał zamiaru odpuścić. Pokręcił głową i zrobił władczy gest.
- Nie, nie, nie! Nie mogę pozwolić, żebyś się szlajała, tak ubrana! - mruknął.
Falka zrezygnowana wzruszyła ramionami i westchnęła.
- Wybacz, ale nie mam czasu na takie pogaduszki.  Jestem już spóźniona ... Tym bardziej nie wrócę do domu po kurtkę. - powiedziawszy to, zacisnęła usta w cienką linię i założyła ręce na piersiach. Cóż, ta konwersacja brzmiała jak rozmowa matki z niesfornym bachorem. Soshitsu burknął coś pod nosem, po czym zdjął i podał swój płaszcz zdezorientowanej Falce.
- Masz. Zapalenie płuc to poważna sprawa, warto się poświęcić. - rzekł.
Inoue została lekko udobruchana. Przyjęła płaszcz i narzuciła go na ramiona. I to był błąd...
- O matko, co ty w nim trzymasz?!- jęknęła. Odzież chłopaka ważyła praktycznie tyle samo, co torba pełna kamieni.

<Soshitsu? Może by tak pójść na zajęcia? Wybacz, że tak późno, ale...
 dorwało mnie zapalenie płuc :'D>  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.