
Zamknęłam oczy. Chłodny wiatr bawił się moimi włosami, ale nie przeszkadzało mi to. Spojrzałam na ulicę, gdzie właśnie przejechał dwupoziomowy autobus. Jedyne czego mi do szczęścia brakowało to pudełko pączków i kubek kakao. Pomachałam nogami wbijając wzrok w swoje ręce
-Neriel coś długo nie wraca-mruknęłam zaniepokojona
-Może musi pobyć sama? Albo poszła do łazienki?-odpowiedział niepewnie Seto. Wzruszyłam ramionami zeskakując z dość dużej skrzyni.
-Sprawdzę co u niej-zaproponowałam idąc śladami Neriel. Dotarła do jakiejś budki prowadzącej na schody pożarowe. Niepewnie weszłam na nie i rozglądnęłam się. Neriel siedziała na jednym ze stopni trzymając się za skroń. Czując że serce zaczyna mi coraz szybciej mi bić podeszłam
-Neriel? Wszystko gra?
-Słabo mi trochę, ale nie martw się. Zaraz mi przejdzie
-Może zejdźmy stąd.- zaproponowałam pomagając dziewczynie wstać i podpierając ją na swoim ramieniu. Neriel ledwo trzymała się na nogach.
-Seto!-krzyknęłam rozpaczliwie. Chłopak przybiegł w samą porę. Neriel straciła przytomność zwalając cały ciężar na mnie. Zaskoczona nagłą zmianą przewróciłam się...
(Seto? Neriel?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.