wtorek, 30 grudnia 2014

Iwis- Event Świąteczny

Obudził mnie ostry dźwięk budzika. Z rezygnacją zgramoliłam się z łóżka i wyjrzałam za okno. Śnieg padał całą noc przykrywając ziemie metrową warstwą śniegu.
-Winter is coming, tak?- mruknęłam do siebie i nie zwlekając dłużej poszłam się umyć i ubrać. Patrząc na zegarek wybiegłam z mieszkania i popędziłam do klasy nr.3. W środku czekał już na mnie trener władania bronią. Uśmiechnęłam sie jakby nigdy nic i podeszłam do biurka
-Dzień dobry panie Ryousei.
-Witaj Iwis. Gotowa na karę?-spytał spokojnie. Zrobiłam naburmuszoną minę. Nie mógł mi chociaż w święta odpuścić?
-Pewnie. Już nie mogę się doczekać-odpowiedziałam sarkastycznie.
-Dobrze.Szufla jest przed szkołą. Masz odśnieżyć  drogę i teren dookoła szkoły.
-co?-otworzyłam usta-Nigdy nie zdążę tego zrobić. Umówiłam sie już na spotkanie...
-Więc radzę ci sie pośpieszyć- mrukną z uśmiechem. Warknęłam coś pod nosem i wyszłam na zewnątrz. Chwyciłam łopatę i zaczęłam nią machać. Dookoła panowała cisza. Penie wszyscy siedzieli w domach i przygotowywali się do świąt. Po około 2 godzinach odśnieżyłam zaledwie połowę drogi.Ręce mnie już bolały od przeżucania śniegu, a rękawiczki już dawno przestały utrzymywać ciepło. Spojrzałam na zegarek. Została mi ledwie godzina, a nie odśnieżyłam nawet połowy. Z furią rzuciłam łopatę jak najdalej, przy okazji wpadając do 2 metrowej zaspy. Machając rękoma na przepadło, wygrzebałam się ze śniegu. Plując zimną mazią ruszyłam w stronę w którą poleciała szufla. Zajęło mi to dobre 10 minut, ale w końcu znalazłam. Leżała obok małego drewnianego składziku. Z ciekawością zajrzałam do środka i otworzyłam szerzej oczy. Na środku stał mała kosiarka, ala traktorek. Rozejrzałam się z nadzieją. Deski, kawał metalu, gwoździe....Uśmiechnęłam sie, chwytając za śrubokręt. Czas przyśpieszyć robotę.
***
Po 15 minutach kosiarka zmieniła się w pług. W dodatku pogmerałam trochę w silniku dojąc mu możliwość szybszej jazdy. Wsiadłam za kierownicę i przekręciłam kluczyk. Pojazd zawarczał i zgasł. Jak się okazało jakaś rurka była poważnie dziurawa. Z żalem zatkałam ją swoją puszystą czapką i nie myśląc więcej odpaliłam kosiarko-pług.
***
Nie zajęło mi to więcej niż 20 minut. Jedyny problem jaki się pojawił to to że  wracając nie wyrobiłam na zakręcie i wjechałam w drzewo, na stałe niszcząc maszynę
-Eee..Potem się tym będę martwić-mruknęłam do siebie i pobiegłam do mieszkania przygotować się do zabawy.
***
U Neriel było naprawdę fajnie. Wspólnie ubraliśmy choinkę, dostałam czapkę (ciekawe skąd wiedzieli że moja skończyła z wypaloną dziurą?) i jadłam pączki(całą masę pączków!!!). Seto grał na swoim instrumencie i pokazał mi nawet pare chwytów, czy jak to tam się nazywa. Potem usiedliśmy przed telewizorem i oglądnęliśmy ,,Kewina samego w domu". Nie przepadam za tą ,,bajką", ale tradycja, to tradycja. Przez cały czas świetnie się bawiłam, zapominając o tym że następnego dnia dostanę porządną zrypę od trenera...

 (Przyłączam się do prośby Neriel. Ja również chciałabym żeby ten blog przetrwał.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze niezgodne z regulaminem zostaną usunięte.